Miasto w różnych kierunkach przebiegają koleje konne, czyli tramwaje, tak, jak u nas w Warszawie. Tylko że w Warszawie i w innych miastach europejskich przy każdym wagonie jest osobny konduktor, który daje bilety i odbiera pieniądze, i bilet ten podróżny musi pokazać innemu urzędnikowi, zwanemu kontrolerem; w Chrystianii tymczasem niema ani konduktorów, ani kontrolerów, lecz przy każdym wagonie znajduje się zamknięta skarbonka, do której podróżny obowiązany jest wrzucić pieniądze. Woźnica, zwrócony twarzą do koni, wcale nie widzi, kto wsiada, a kto wysiada, kto płaci, a kto nie płaci. A jednak pewien podróżnik po Norwegii powiada, że, jeżdżąc tam często tramwajem, nie zauważył nigdy, żeby kto nie wrzucił do skrzynki należnych pieniędzy, a widywał nieraz ludzi nędznie ubranych, zapewne wyrobników.

To najlepiej świadczy, jak uczciwym jest lud norweski nawet po miastach, gdzie częściej spotyka się złodziei i wydrwigroszów, niż po wsiach. Z powodu licznie do Chrystianfiordu wpadających rzeczek znajdujących się w pobliżu jezior, łatwy jest dostęp do tego miasta z głębi kraju.