Rybacy zauważyli, że, jeśli w jesieni śledzie nadpłyną na żer w niewielkiej ilości, za to latem zjawi się ich mnóstwo. Przeciwnie zaś, gdy pokaże się ich dużo w jesieni, to na wiosnę połów będzie mały; ten ostatni zaś jest znacznie ważniejszym, niż jesienny, tym bardziej, że śledzie wiosenne są i większe, i tłuściejsze.

Już w lutym ruch i nowe życie rozpoczyna się między rybakami. Łączą się oni w wielkie stowarzyszenia, obierają sobie dowódcę, czyli „gospodarza sieci“ i na wspólny koszt sporządzają łodzie, wiosła i inne przyrządy, niezbędne do połowu. Wybrzeże roi się tysiącznym tłumem: starcy, kobiety i dzieci wybiegają pożegnać odpływających rybaków. Pomiędzy Norwegami uwijają się też wówczas ludzie dziwni, mali, o skośnych oczach, ubrani od stóp do głów w futra, włosem do góry włożone: są to Lapończycy, przybyli tu z północy dla połowu śledzi; po skończonym połowie Lapończycy, jak przelotne ptaki, wracają do swego wiecznie śniegiem i lodowcami pokrytego kraju. Kilka tysięcy łodzi stoi w oczekiwaniu i około 20 tysięcy ludzi pragnie jak najprędzej wypłynąć na spotkanie śledzi. Ale to jeszcze pytanie, gdzie się one pokażą, w jakiem mianowicie miejscu?