Dawnymi czasy rybacy mieli tysiące swoich oznak i przesądów, które niby to miały im wskazywać miejsca, ulubione przez śledzie. Obecnie jednak nauka podała im na to pewniejszy sposób: oto wzdłuż całego wybrzeża i na niektórych szkerach poprzeciągano druty telegraficzne, które natychmiast zawiadamiają rybaków, gdzie ryby nadciągają. Dziś rybacy na pewno wypływają naprzeciw niezliczonej, okiem nieprzejrzanej gromadzie śledzi, na parę mil nieraz długiej, a na kilka wiorst szerokiej.

„Oczekiwane najście śledzi oznajmiają już z daleka ich straszliwi nieprzyjaciele – wieloryby; to też pokazanie się ich u brzegów rybacy witają głośnym okrzykiem. Pędzone przez te potwory, które pożerają niezmierną ich ilość, śledzie płyną ku brzegom, by tam wpaść w ręce jeszcze większych niszczycieli – rybaków, czekających na nich z sieciami. Każda łódź ma 36 sieci, długich na dwa sążnie, a szerokich na sążeń; gdyby były większe, toby się rwały, bo śledzie idą tak gęsto, że niekiedy zbita ich masa podnosi łódź w górę. Sieci spinają jedna z drugą, i u dołu ich wiążą kamienie, a u góry sztuki drzewa, by utrzymywały się prostopadle na wodzie. Oczka w tych sieciach są tak duże, żeby tylko dorosły śledź mógł przesunąć przez nie głowę i zahaczyć się swymi skrzelami, młode zaś śledzie przepływają swobodnie przez oczka sieci. Każda łódź zarzuca osiemnaście sieci.