Kiedy te wyciągną, zarzucają drugich osiemnaście, a tymczasem wiosłują ku brzegom, gdzie czeka kupiec, któremu zdobycz składa się pod rachunkiem. Kiedy połów jest dobry, w każdym oczku sieci tkwi ryba; a jednak sieć chwyta tylko małą, wierzchnią warstwę tej niezmiernej masy, która rozpiera morze i od powierzchni jego sięga prawie do dna. Połów trwa przez półtora miesiąca, nieprzerwanie dniem i nocą; złowione ryby wnet pakują na inne, większe łodzie, które stoją w pogotowiu, i odstawiają je do portów Stawanger, Bergen i innych.

W Bergen, przy Niemieckim moście, otwiera się nowe widowisko. Na brzegu już czekają robotnicy: za przybyciem łodzi, zabierają z nich ryby na taczki i zwożą pod nakrycie drewniane, gdzie je oddają oprawcom. Są to zwykle stare kobiety: uzbrojone nożami, czekają one pośród beczek, otwartych na przyjęcie ryb. Każda taczka wywraca się przed niemi i niebawem stają tam góry śledzi.