Całe prawie zachodnie i północne wybrzeże Norwegii, oblane wodami oceanu Atlantyckiego i Lodowatego, przedstawia urwistą, ścianę skał i gór, poszarpanych, porozbijanych przez fale morskie. Wdzierając się pomiędzy te skały i góry, morze utworzyło tutaj długie, wąskie zatoki, znane pod nazwą fiordów. Są to jak gdyby wąskie, a kręte kanały morskie, niekiedy 10 do 15 mil długie, ciągnące się pomiędzy dwoma stromymi pasmami gór. Woda w fiordach zazwyczaj jest spokojną, niby w jeziorze, a tak przezroczystą, że na głębokości kilkudziesięciu łokci widać doskonale dno morskie i ryby, zbierające się w tych zacisznych zatokach w wielkiej ilości.

W piękną pogodę łódź rybacka mknie szybko po wodach fiordu, obok urwistych skał, które to wznoszą się wysoko w górę, odbijając swojemu śnieżnymi wierzchołkami od błękitnego nieba, to znów obniżają się, porastając lasami jodeł i sosen. Przepływając jednak obok tych skał, rybacy w połowie wiersza pieśń urywają i tylko szeptem rozmawiają ze sobą, gdyż tam nawet dźwięk głosu ludzkiego może sprowadzić upadek jakiegoś kamienia, który pociąga za sobą tysiące odłamów i brył kamiennych. Biada wówczas rybakom! kamienie, spadając z wysokości, zabijają ich na miejscu lub wywracają i zatapiają łódkę.