Posiadając dziś jeszcze znaczne obszary lasów Szwecja prowadzi rozległy handel drzewem, w czym wielkim ułatwieniem są liczne z gór płynące, rzeki tamtejsze. Zrąbawszy drzewo w głębi lasów, robotnicy zrzucają w rzeki olbrzymie kloce, które prąd wody unosi. Takim nie kosztownym sposobem dostawiają drzewo do wielkich tartaków, gdzie robią z niego od razu futryny, posadzki, itp. rzeczy, ładując je następnie na okręty i rozwożąc po świecie.

Szczególniej poszukiwaną jest w handlu szwedzka sosna na maszty okrętowe.

Każda część drzewa ma w tych zimnych krajach swe przeznaczenie. Liści używają na podściół, lub na pokarm dla bydła; igłami jodły i sosny wysypują podłogi; popiołem nawożą pola; korę niektórych drzew mielą na mąkę i tuczą nią świnie, a w lata nieurodzaju biedacy do chleba dodają tej mąki drzewnej. Z wiórów nawet, które do niedawna jeszcze całymi stosami leżały bezużytecznie i gniły, wyrabiają dziś bibułę i papier.

Lasy osinowe podzielono na poręby i starannie utrzymane zużytkowują głównie na zapałki, z wyrobu których Szwecja słynie szeroko. Trudno uwierzyć, a jednak na drobne zapałki wychodzą, całe lasy drzewa, a 40 fabryk i około 5 tysięcy robotników zajmuje się ich wyrobem. Największa i najstarożytniejsza fabryka zapałek znajduje się w Jonkepingu, mieście, posiadającym także wiele innych fabryk, położonym przy jeziorze Wetter. W podwórzu tej fabryki leżą stosy kloców osinowych, nagromadzonych po tysiąc i więcej sztuk, które potem rozdrobione zostaną na maleńkie zapałki. Drewienka maczane są w zapalnej masie, sprowadzanej do Szwecji z Anglii. Na przedmieściu i w okolicznych wioskach suszą się przed domami całe stosy pudełek, które wyrabiają okoliczni wieśniacy.

Przez długie lata wyrabiano tak zwane zapałki szwedzkie, zapalające się tylko o swoje pudełka, wyłącznie w Szwecji. Obecnie wyrób ich rozpowszechnił się i w innych krajach.

Jedną z najpoważniejszych gałęzi przemysłu szwedzkiego surowego jest górnictwo, to jest wydobywanie z ziemi żelaza, miedzi, cynku i srebra.

Z kopalni miedzi słynie szeroko miasteczko Falun. Kopalnie znajdują się tam pomiędzy nagimi górami. Z dalą widnieje wysoka wieżyczka kościoła i niskie domy, pokryte niby najpiękniejszą zielonością. Nie jest to jednak ani trawa, ani mech, ani żadna roślinność, lecz grynszpan, powstający z zaśniedzenia blach miedzianych, którymi pokrywają tu domy.

Kopalnie miedzi w Falunie są tak starożytne, jak nasze kopalnie soli w Wieliczce, to jest istnieją od sześciuset lat; niegdyś wzbogacały one kraj cały, ale dzisiaj są już wyczerpane.

Grunt na milę naokoło podziurawiony jest, jak rzeszoto, ogromnymi otworami czyli szybami. Do kopalni schodzi się w dół po schodach, wyciętych w opoce, z której cała góra jest utworzona; z jednej strony ma się skalistą ścianę, a z drugiej przepaść na dwa tysiące pięćset stóp głęboką; w ścianie są wejścia do korytarzy, z których wybrano już kruszec. Pułapy podpierają kamieniami, lub na sztorc stojącymi belkami, a jednak bardzo często załamują się one, pod tłoczącym je ciężarem całej góry. To też dużo ludzi ginie w tych strasznych podziemiach: rachują, że od założenia kopalni do naszych czasów znalazło tu śmierć około dziesięciu tysięcy robotników!

Im niżej zapuszczać się wgłąb kopalni, tym więcej widać podziemnych korytarzy. Podłoga jednych stanowi pułap dla innych, tworzy to niby trzydzieści miast, leżących jedno na drugiem. Wgłębi ziemi powietrze jest duszne, przesiąkłe zapachem siarki. Za to ściany prześlicznie wyglądają, mieniąc się przy świetle pochodni wszystkimi barwami tęczy.

Patrząc na nie, przychodzą na myśl zaczarowane pałace, o których opowiadają w bajkach, że ściany ich wysadzone są drogimi kamieniami. Bardzo to przyjemnie przejść się i zwiedzać te kopalnie, ale przebywać ciągle i pracować w tych podziemiach jest prawdziwie okropnym i szkodliwym dla zdrowia.

W znacznie większej ilości, niż miedź, wydobywają, w Szwecji żelazo, które pod względem dobroci zajmuje pierwsze miejsce na świecie.