Podczas zimy, która trwa w Norwegii długich 7 miesięcy, rolnik tamtejszy zajmuje się stolarstwem, kowalstwem, szewctwem lub innym rzemiosłem, gdyż wędrowni rzemieślnicy podołać nie mogą zaległej robocie. Kobiety tkają, szyją lub robią pończochy.

Cała natura zamiera: góry i doliny iskrzą się od śniegu, drzewa przybierają najdziwaczniejsze kształty, a mróz dochodzi do 28 stopni. Fiordy zamarzają, a wzdłuż zachodniego wybrzeża szaleją wówczas straszne burze.

W końcu kwietnia zaczyna słońce cieplej przygrzewać, śnieg gwałtownie topnieje, woda z szumem spada z gór, obrywając nieraz ogromne lodowce i z łoskotem strącając’ je w doliny: rzeki szybko wzbierają, nagle robi się ciepło i wszystko zaczyna rosnąć z nadzwyczajną szybkością. Po trzaskających mrozach nadchodzą letnie upały: nastało już lato, a wiosny prawie nie było.

Z jakąż radością patrzą na tę zmianę mieszkańcy tego zimnego kraju! W każdej wiosce w tym czasie stroją brzozę we wstążki i kwiaty, a na jej szczycie zatykają blaszaną chorągiewkę, która wskazuje kierunek wiatru. Młodzież wyśpiewuje piosenki na cześć słońca, lata i ciepła; starzy z kierunku wiatru wróżą pogodę, a wszyscy ochoczo biorą się do pracy, bo z zasiewami śpieszyć się trzeba.