Dziewcząt jednak i młodych chłopaków nie bywa już przy zasiewach, gdyż oni, zaledwie śniegi stopnieją, idą w góry paść bydło na stokach.

Co za ruch, życie, wesołe śmiechy i krzyki rozlegają się wówczas po wsiach! Drzwi obór i stajen otwierają się z hałasem. Mężczyźni uwiązują na koniach mnóstwo rzeczy, bo to nie na dzień, ani na dwa, wybiera się ta cała młodzież ze wsi: oni tam w górach całe lato przepędzą, więc niczego zapomnieć nie można. Ile to chleba, ciepłych okryć, ile potrzeba statków do robienia sera i masła! Często zabierają z sobą zapas paliwa i desek, żeby naprawić szałas, zbudowany na tak wysokich górach, że na nich już drzewa rosnąć nie mogą.

Wychudzone bydło, owce i kozy, objuczone konie, gromada dziewcząt i chłopaków raźno i wesoło śpieszą po spadzistych ścieżkach, wąziutkich kładkach i niebezpiecznych przesmykach. Z początku zatrzymują się na niższych pastwiskach, lecz potem wznoszą się coraz wyżej, aż na koniec dochodzą do wysokich łąk górskich o kilka mil oddalonych od dolin zamieszkałych.