Czeka ich tu ciężka praca i życie pełne nie wygód, a jednak nawet dziewczyna norweska uważałaby sobie za największą krzywdę, gdyby jej nie pozwolono przepędzić lata w górach. Najbogatsi gospodarze posyłają swe córki w góry, a służąca przy zgodzie tylko pod tym warunkiem przyjmuje służbę, jeżeli ma przyobiecany chociaż kilkotygodniowy pobyt na górskich pastwiskach.

Tymczasem szałasy, lada jako z kamieni lub gałęzi uklecone, zaledwie mogą ukryć przed niepogodą, a tu przy tym trzeba paść bydło, kosić, suszyć i zbierać trawę; trzeba robić sery i masło i wszystko to odwozić w doliny. Pomimo tej wielorakiej pracy, wesołe śmiechy, śpiewy lub opowiadania starodawnych sag rozbrzmiewają po górach od rana do nocy. A gdy nadejdzie niedziela, pełne oczekiwania spojrzenia spuszczają, się na dół i niejedne oczy wyglądają, czy kto z rodziny nie nadchodzi w odwiedziny.

Pozostałym jednak w dolinach także trudno oderwać się od o pilnej pracy w polu. W końcu czerwca zaczyna się zbiór siana, a trzeba z niem uwijać się prędko, bo żniwa za pasem.