Te wysokie kije w różnych odstępach powbijane po całym polu i nastrzępione u góry, szczególnie wyglądają. W innych znów okolicach wieszają snopy pomiędzy belkami pod dachem, który zasłania od deszczów, a pozwala suszyć je wiatrom.

Często z powodu wczesnych nocnych przymrozków, które tu nazywają, „żelaznymi nocami”, rolnicy muszą kosić całe łany zielonego jeszcze zboża i oddawać je na paszę dla bydła. Taki ciężki rok głodu i nieurodzaju Norweg nazywa „zielonym rokiem”.

Po ukończonych zbiorach, w połowie września, stoki gór zaczynają barwić się różno kolorowymi strojami powracających do domu pasterek i pasterzy. Najlepiej upasiona krowa postępuje na czele bydła z kokardą uwiązaną na szyi. Chłopcy prowadzą konie, a dziewczęta niosą szkopki i maślnice. Upasły się woły, krowy, barany: trzeba część tego dobytku sprzedać lub zabić, bo trudno o paszę przez zimę, chociaż tutejszy gospodarz nie da zmarnować się najmniejszemu źdźbłu trawy. Wedrze się on na najwyższe góry, zawiśnie nad niebezpiecznymi urwiskami, dla paru nędznych garści siana.