Na stokach gór norweskich, prócz lasów, rozpościerają się śliczne łąki, a niżej w dolinach uprawne pola.

W Norwegii zaledwie pięćdziesiąta część całej powierzchni kraju, to jest około 120 mil kwadratowych, zdatne są pod uprawę; resztę zajmują góry, skały, jeziora, a na północy ogromne przestrzenie, pokryte wiecznym śniegiem. Rok-rocznie jednak przez osuszanie moczarów, a nawet fiordów, przez karczowanie lasów, przybywa Norwegii ziemi uprawnej.

Zresztą, obecnie jeszcze wieśniak norweski nie może narzekać na brak ziemi, gdyż działki w ogóle są tam większe, niż w jakim bądź innym kraju Europy. Gospodarzy, posiadających mniej, niż 20 morgów gruntu, jest bardzo niewielu, najwięcej spotyka się parowłókowych, przy tym większość z nich posiada jeszcze pastwiska w górach. Tak małych działek, które by nie mogły wyżywić rodziny, niema wcale w Norwegii; ale też i dużych pańskich majątków brak tu zupełny i nigdy ich nawet nie było. Istnieje tam prawo zabraniające dzielenia ziemi na zbyt drobne działki, przy czym, tak jak i u nas, spłacają najczęściej siostry.