Budują je z okrąglaków, mchem zatykają szpary, czasom ściany szalują deskami. Z kamienia domy budują tylko po miastach, i to bardzo rzadko, gdyż kamień tutejszy jest za twardy na ten użytek, a przy tym brak tu gliny.

Na domach często robią dachy płaskie, pokrywając je korą i ubitą darnią. Z wiosną, gdy przyjdą ciepłe deszcze, dach taki zaczyna pokrywać się piękną zielonością, niby łąka. Czasem nawet brzoza lub sosna wybuja na tym dziwnym dachu,  a gospodyni, której zabraknie paszy dla bydła, wynosi kozę lub owcę na to niewielkie a szczególne pole.

Jeżeli gość wejdzie do gościnnej norweskiej zagrody, to zaraz gospodarz zaprosi go do najpiękniejszego domku. Z zewnątrz już wygląda on inaczej od innych. Przy drzwiach i oknach znajdują się ozdoby w drzewie wyrzynane: jakieś potwory, niebywałe na świecie zwierzęta, o których tylko wspominają w bajkach, stoją tu jeden przy drugim, pomiędzy kreskami i ząbkami, zgrabnie nożem w drzewie wydłubanymi.

Przez niskie drzwi wchodzi się do małej sionki, a potem do jedynej w chacie, bardzo porządnej izby. Na pierwszym miejscu stoi łóżko, najczęściej dla parady lub dla gości postawione, bo gospodarze śpią w innej chacie. Szafy, po bokach izby stojące, malowane są w kwiaty lub liście. Na półkach błyszczą od czystości porcelanowe i cynowe naczynia. Pomiędzy niemi zdarzają się często srebrne misy lub czary, które dostały się im po przodkach Normanach i przejdą jeszcze z dziadów na prawnuki. Od dołu ściany ozdobione bywają, gzymsem, z wypisanym tam jakiem pobożnym lub mądrym zdaniem, na przykład: „Boże, błogosław nam!“ albo: „Pracuj nieboże, a Bóg ci dopomoże” i wiele innych. Na środku stoi stół i krzesła: sprzęty te zazwyczaj własnej roboty mocne i trwałe, nie są jednak ani lekkie, ani zgrabne. Stołki na przykład robią najczęściej z jednego pnia, w którym wyżłabiają miejsce do siedzenia i poręcz do oparcia. Podłogi wysypują igłami jodłowymi lub sosnowymi, co jest bardzo zdrowe i miłym zapachem napełnia izbę.