W szafie znajduje się wszędzie wcale ładny zbiorek książek, a na stole leży parę sprowadzanych przez gospodarza gazet. U bogatszych można nawet spotkać fortepian, skrzypce lub inne narzędzie muzyczne.

Druga chata, w której mieszka gospodarz z rodziną, ma prawie te same sprzęty, co izba gościnna, lecz są one daleko prostsze i mniej ozdobne. Tu u najbiedniejszego musi być osobna półka z Pismem Świętem i innymi książkami nabożnymi.

Kuchnia znajduje się zwykle trochę dalej od innych budynków, żeby w razie pożaru można było uchronić od ognia resztę zabudowań. Bardzo ważnym w gospodarstwie jest czwarty domek, w którym mieści się śpiżarnia. Żeby zabezpieczyć ją od wilgoci, szczurów i myszy, stawiają ją na wysokich słupach. Ogromne beczki mąki, kaszy, całe stosy suszonego sera leżą tu na ławach, a u pułapu wisi słonina, suszone ryby i mięso. Najwięcej jednak miejsca zajmują, olbrzymie wianki wiszącego chleba. Chleb ten nie jest wcale do naszego podobny: wypiekany z mąki owsianej, bez rozczynu, wygląda jak cienki, twardy placek i nie jest smacznym. Gospodynie pieką te placki zaledwie kilka razy do roku i w każdym placku robią dziurę, żeby go nanizać na sznur i u pułapu zawiesić. Nie można go też krajać, więc zwykle łamią go na drobne kawałki i rzucają do gorącej tłustej zupy. Podróżny z zagranicy przybyły choruje od takiego chleba, Norwegowie jednak lubią go, chociaż mówią, że od niego na starość mają zęby starte prawie do dziąseł… Po miastach tylko, i to ludzie bogaci, jedzą chleb z żyta lub pszenicy.

Jeżeli dodamy do tego, że kartofle mają tu smak wodnisty, mleczywa nie umieją dobrze przyrządzać, a owoców rodzi się bardzo mało, to przekonamy się, że pożywienie Norwegów nie jest urozmaiconym ani smacznym.