Dziś pozakładano szkoły wszędzie, gdzie tylko może zebrać się trzydzieścioro dzieci, zdolnych do nauki. Budynek szkolny jest zawsze wysoki, widny i z kilku izb złożony. W jednej, zawieszonej mapami i rysunkami, dzieci uczą się, w drugiej bawią się po pracy. Przy szkole znajduje się księgozbiór, czasem złożony z kilkuset książek, z których każdy może korzystać. W takich szkołach, oprócz czytania, pisania i religii, uczą też historii, rachunków i nauki o ziemi. W Norwegii takiemu, co nie umie ani pisać, ani czytać, nie dadzą ślubu; zresztą zdarzyć się to może bardzo rzadko, gdyż nauka jest tu przymusową i bezpłatną od 7-go do 14-go roku. Rodzice, nie posyłający dzieci do szkoły, płacą karę; jeżeli po siedmiu latach nauki okaże się, że dziecko nie skorzystało dostatecznie, to rodzice nadal zmuszeni są posyłać je do szkoły i sami muszą, już dopłacać za jego naukę. Jeżeli są na to za biedni, to bogatsi składają się i płacą za nich.

Oprócz szkół stałych, chodzą i dziś po kraju nauczyciele wędrowni. Cóż to bywa za uroczyste święto, gdy do zasypanej śniegiem osady lub zagrody, znajdującej się na odludnej skale, zawita taki wędrowny nauczyciel! Choćby tylko troje zdolnych do nauki dzieci znajdowało się w tym zakątku, już nauczyciel obowiązany jest pozostać, bo jest on utrzymywany z ogólnych podatków. Rodzice jednego dziecka dają mu mieszkanie, drudzy stół, a trzeci najlepszą izbę na szkołę.