Nauka trwa parę miesięcy, a potem nauczyciel, zadawszy lekcje uczniom i naznaczywszy najwięcej umiejącego na swoje miejsce, pakuje swój niewielki tłumoczek i idzie dalej siać ziarno nauki. Dzieci i gospodarze z żalem go żegnają i proszą o prędki powrót, bo taki nauczyciel jest bardzo szanowanym przez Norwegów. Najczęściej zdarza się, że syn gospodarski pojedzie na naukę do Chrystianii, stolicy Norwegii, a potem, powróciwszy, latem pracuje na roli, zimą zaś zajmuje się nauczycielstwem.

Oprócz takiej nauki najpierwszej, początkowej, znajdują się jeszcze po wsiach szkoły wyższe, zwane uniwersytetami ludowymi, w których dorośli mogą kształcić się dalej. Opłata w tych szkołach jest nawet bardzo wysoką, bo wynosi 25 rubli od jednego ucznia za naukę zimową, a jednak wszystkie te szkoły są przepełnione młodzieżą. Nieraz biedny wyrobnik pracuje krwawo całe lato, żeby za zaoszczędzone pieniądze pojechać na naukę, a dziewczyna ślub odkłada i oddaje część grosza zebranego na wiano, żeby chociaż przez rok posłuchać nauki w uniwersytecie, gdyż narzeczony z uczonych już nie chce brać zupełnie nieoświeconej żony.